Igunia wielki mały człowiek 660 gram

Igunia wielki mały człowiek 660 gram
ŻYJ Z CAŁYCH SIŁ...

środa, 15 października 2014

Pamiętna data...15 października...

15 października...
Aż trudno uwierzyć, że to już 4 lata, jak odebrałam Igunię ze szpitala po 124 dniach. Pamiętam, czekałam na ten dzień z niecierpliwością, a z drugiej strony z wielkim przerażeniem, czy sobie poradzę z tak małym dzieckiem i po tylu przejściach???
I poradziłam sobie.... lekko nie było... wizyty u specjalistów, codzienna rehabilitacja, codzienna opieka i pielęgnacja... Ale jestem z siebie dumna- nigdy się nie poddałam, mimo chwil słabości, bo i takowe były, chwil zwątpienia, szłam do przodu. Nigdy nie sądziłam, że jestem taka silna, choć tak naprawdę to Igunia tej siły mi dodawała. Wiele przez te 4 lata przeszłyśmy jak Ją odebrałam ze szpitala... hospitalizacje z powodu zapalenia płuc, operacje oczka... i  przegraną walkę... To były bardzo ciężki momenty naszego życia... tak ciężkie jak wtedy kiedy leżała jeszcze w szpitalu... kiedy walczyła o życie....
Do tej pory żyjemy z kalendarzem w ręku... chodzimy na rehabilitację, na zajęcia z integracji sensorycznej, zajęcia z logopedą... odwiedzamy systematycznie specjalistów... Musieliśmy nauczyć się żyć z epiprotezką, z którą ciężko w dalszym ciągu się oswoić. Serce boli każdego dnia jak zakładam i wyjmuję oczko mojej małej Córeczce. Chyba nigdy nie pogodziłam się z niepełnosprawnością mojego dziecka tak do końca...W ciągu dnia Jej niepełnosprawność jest mało widoczna, ale gdy przychodzi wieczór i czas, aby wyjąć protezkę z oczka w sercu zawsze czuję ucisk... Przy Niej staram się być silna, nie pokazywać emocji, traktować nowe oczko Iguni jak coś normalnego... Ona też już nie płacze, jak Jej wyjmuję bądź zakładam... Ale dojrzewa i zaczyna zauważać różnice pomiędzy jednym oczkiem a drugim. Bardzo się denerwuje, gdy widzi, ze jedno oczko ma przymknięte i szybko karze sobie zakładać protezkę.

Jest też wiele radosnych chwil, każdy nawet najmniejszy postęp Iguni nas bardzo cieszy... Każdy dzień to walka o Jej samodzielność. Myślę, że sporo udało Nam się już osiągnąć...Diagnozy specjalistów nie wskazywały nic dobrego... Iga pokazała jednak, że się mylą...Stoczyła największą bitwę o życie i wygrała... Choć walka trwa, mamy ciągle nadzieję, że lista złych diagnoz jest już za nami, że Iga będzie w życiu szczęśliwa mimo bardzo trudnego startu...

15 października to też Dzień Dziecka Utraconego- mój dzień, bo mam swojego Aniołka w niebie... Mimo, że minęło już przeszło 11 lat (24.01.2003) ja nie zapomniałam... i to nie prawda, że czas leczy rany... to wciąż boli... gdzieś głęboko w sercu... "Z odejściem dziecka odchodzi część rodzica"... i to chyba prawda...
Jak pomyślę, że mogłam to przechodzić po raz kolejny z Igunią, która w zasadzie miała niewiele szans na przeżycie... dziękuję Bogu, że mi Jej nie zabrał... Nie zniosłabym tego...

Dzisiaj mam dwójkę ( choć zawsze mówię, że trójkę) wspaniałych Dzieciaszków i jestem najszczęśliwszą mamą na świecie...

Jedyne zdjęcie z wyjścia ze szpitala

4 letnia Igunia

3 komentarze:

Monika w pisze...

I tak dziewczynyki gnajcie do przodu! Wszystkiego dobrego dla Was, zdrówka i aby Wasze srduszka zawsze były takie gorące!

Ania pisze...

Siedzę i płaczę... :( Dzielna kobieta z Ciebie Pati! Jesteś cudowną mamą i Igunia ma wielkie szczęście że ma Ciebie! Zobaczysz że z biegiem czasu Igunia będzie coraz bardziej samodzielna... a Ty w końcu pewnego dnia przestaniesz żyć z kalendarzem w ręku.
P.S. Twoje maleństwo nad Tobą czuwa - jestem tego pewna!

PATRYCJA pisze...

Dziękuję Moniko i Aniu za słowa otuchy... :-)