Igunia wielki mały człowiek 660 gram

Igunia wielki mały człowiek 660 gram
ŻYJ Z CAŁYCH SIŁ...

poniedziałek, 17 listopada 2014

ŚWIATOWY DZIEŃ WCZEŚNIAKA...



W dniu Światowego Dnia Wcześniaka życzmy wszystkim wcześniaczkom małym i dużym przede wszystkim zdrówka, zdrówka, zdrówka.... a Rodzicom siły, samych łez radości z każdego najmniejszego postępu... oby na swojej drodze spotykali tylko mądrych specjalistów. Oby mieli wokół siebie samych serdecznych i wspierających ludzi. A ponad wszytko życzymy aby jak najszybciej zostawili wcześniactwo za sobą i aby rany na psychice goiły się jak najszybciej.



czwartek, 13 listopada 2014

Znowu kontrola u pulomonologa...

Tydzień temu  u pulmonologa...zaleconą mieliśmy kontrolę. Po wizycie nadal zostajemy na sterydach , ale tym razem odstawiamy inhalacje i przechodzimy do końca grudnia na Nasonex w aerozolu do noska. 
Pani doktor oprócz już wcześniejszej jednostki P27- (dysplazja oskrzelowo- płucna rozpoczynająca się w okresie okołoporodowym) dopisała nam dwie kolejne- J45 (dychawica oskrzelowa) oraz J32 (przewlekłe zapalenie zatok przynosowych). W przyszłym roku zalecono wykonanie Idze testów skórnych. Igunia  nadal wymaga dalszego leczenia w poradni pulmonologicznej. Kolejną  wizytę mamy w styczniu. Do tego czasu mamy założyć zeszyt 16 kartkowy i przy każdej wizycie u lekarza rodzinnego, oczywiście dotyczącej infekcji skrupulatnie notować zalecania.

wtorek, 4 listopada 2014

Pulmonologicznie...

Dzisiaj odwiedziliśmy pulmonologa, raczej kontrolnie..., ale po osłuchaniu płucek Igi- pani doktor stwierdziła, że nie podoba Jej się oddech, słyszy jakieś charczenie... Miejmy nadzieję, że to żadna rozpoczynająca się infekcja, bo od września przechodziliśmy już dwie... z bardzo ciężkim i duszącym kaszlem. Od dwóch, trzech nocy Iga ma suchy kaszel zwłaszcza do północy jak śpi. W dzień nie kaszle... I to też bardzo zaniepokoiło panią doktor. Tak sobie myślę, że zaczął się okres grzewczy i być może w mieszkaniu jest suche powietrze.
Przepisano nam inhalację z nebbudu i ventoliny raz dziennie wieczorkiem. Po dłuższej przerwie powracamy do sterydów, które na początku przygody z Igunią stosowaliśmy regularnie. Wizytę kontrolną mamy za tydzień...

środa, 15 października 2014

Pamiętna data...15 października...

15 października...
Aż trudno uwierzyć, że to już 4 lata, jak odebrałam Igunię ze szpitala po 124 dniach. Pamiętam, czekałam na ten dzień z niecierpliwością, a z drugiej strony z wielkim przerażeniem, czy sobie poradzę z tak małym dzieckiem i po tylu przejściach???
I poradziłam sobie.... lekko nie było... wizyty u specjalistów, codzienna rehabilitacja, codzienna opieka i pielęgnacja... Ale jestem z siebie dumna- nigdy się nie poddałam, mimo chwil słabości, bo i takowe były, chwil zwątpienia, szłam do przodu. Nigdy nie sądziłam, że jestem taka silna, choć tak naprawdę to Igunia tej siły mi dodawała. Wiele przez te 4 lata przeszłyśmy jak Ją odebrałam ze szpitala... hospitalizacje z powodu zapalenia płuc, operacje oczka... i  przegraną walkę... To były bardzo ciężki momenty naszego życia... tak ciężkie jak wtedy kiedy leżała jeszcze w szpitalu... kiedy walczyła o życie....
Do tej pory żyjemy z kalendarzem w ręku... chodzimy na rehabilitację, na zajęcia z integracji sensorycznej, zajęcia z logopedą... odwiedzamy systematycznie specjalistów... Musieliśmy nauczyć się żyć z epiprotezką, z którą ciężko w dalszym ciągu się oswoić. Serce boli każdego dnia jak zakładam i wyjmuję oczko mojej małej Córeczce. Chyba nigdy nie pogodziłam się z niepełnosprawnością mojego dziecka tak do końca...W ciągu dnia Jej niepełnosprawność jest mało widoczna, ale gdy przychodzi wieczór i czas, aby wyjąć protezkę z oczka w sercu zawsze czuję ucisk... Przy Niej staram się być silna, nie pokazywać emocji, traktować nowe oczko Iguni jak coś normalnego... Ona też już nie płacze, jak Jej wyjmuję bądź zakładam... Ale dojrzewa i zaczyna zauważać różnice pomiędzy jednym oczkiem a drugim. Bardzo się denerwuje, gdy widzi, ze jedno oczko ma przymknięte i szybko karze sobie zakładać protezkę.

Jest też wiele radosnych chwil, każdy nawet najmniejszy postęp Iguni nas bardzo cieszy... Każdy dzień to walka o Jej samodzielność. Myślę, że sporo udało Nam się już osiągnąć...Diagnozy specjalistów nie wskazywały nic dobrego... Iga pokazała jednak, że się mylą...Stoczyła największą bitwę o życie i wygrała... Choć walka trwa, mamy ciągle nadzieję, że lista złych diagnoz jest już za nami, że Iga będzie w życiu szczęśliwa mimo bardzo trudnego startu...

15 października to też Dzień Dziecka Utraconego- mój dzień, bo mam swojego Aniołka w niebie... Mimo, że minęło już przeszło 11 lat (24.01.2003) ja nie zapomniałam... i to nie prawda, że czas leczy rany... to wciąż boli... gdzieś głęboko w sercu... "Z odejściem dziecka odchodzi część rodzica"... i to chyba prawda...
Jak pomyślę, że mogłam to przechodzić po raz kolejny z Igunią, która w zasadzie miała niewiele szans na przeżycie... dziękuję Bogu, że mi Jej nie zabrał... Nie zniosłabym tego...

Dzisiaj mam dwójkę ( choć zawsze mówię, że trójkę) wspaniałych Dzieciaszków i jestem najszczęśliwszą mamą na świecie...

Jedyne zdjęcie z wyjścia ze szpitala

4 letnia Igunia

poniedziałek, 29 września 2014

Przedszkole jest super!

Igunia od września jest prawdziwym przedszkolakiem i uczęszcza do prywatnego przedszkola "Mali odkrywcy". Długo dojrzewałam do tej decyzji, niczym ser... I bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się dojrzeć. Igunia jest przeszczęśliwa w przedszkolu. Uwielbiam stan kiedy podejmuje trafne decyzje, zwłaszcza dotyczące moich dzieci. Ale niech nikt nie pomyśli, że nie uczę się na błędach, czasem pokonuje krętą drogę zanim znajdę tę właściwą. I tak było z wyborem przedszkola... Początkowo myślę sobie co tam przedszkole jak przedszkole. Igunia w Poradni ma regularnie zajęcia z integracji sensorycznej, zajęcia z logopedą, poza Poradnią rehabilitację - w zasadzie cały tydzień wypełniony, to czego Jej brakuje to KONTAKTU z RÓWIEŚNIKAMI. Teraz wiem, że nic bardziej mylnego- wybór przedszkola to bardzo ważna kwestia. W naszym mieście nie ma typowo integracyjnego przedszkola, lecz trzy przedszkola z grupą integracyjną (jedną!). I tam są wszystkie dzieci niezależnie od grupy wiekowej. Oprócz tego mimo subwencji oświatowej jaka idzie na dziecko nie zapewniają podstawowych zajęć jak chociażby rehabilitacji, integracji sensorycznej, jest tylko logopeda, ale to już standard. To mnie powiem szczerze zwaliło z nóg. Po miesiącu uczęszczania do prywatnego przedszkola mam porównanie, Igunia będzie miała już od października rehabilitację, logopedę, psychologa- czyli wszystko czego potrzebuje i co ma opisane w orzeczeniu o kształceniu specjalnym. Iguni przedszkole zapewnia wiele ciekawych zajęć oprócz języka angielskiego, rytmiki, jest jeszcze zumba. Dodatkowo w naszym przedszkolu mamy monitoring - bardzo fajna sprawa dla spanikowanych mam jak ja. Poza tym bardzo zaangażowane i wyrozumiałe Panie, które nie lekceważą moich podpowiedzi i porad. Kontakt z dziećmi z dnia na dzień się poprawia, widziałam dzisiaj jak Iga z dwoma koleżankami szła za rączkę do swojej sali. To było urocze :-) 
Dużo się uczy, bo Igusia to ciekawski osobnik- poznała co to jest globus, jak wypieka się chlebek (zna wszystkie potrzebne składniki), zbierała owoce jesieni, podśpiewuje poznane piosenki. Jak wraca do domu buźka Jej się nie zamyka, opowiada i opowiada... co robiła?, co jadła na śniadanko?, na obiadek? itp. Największą trudność Iguni sprawiają prace manualne oraz posługiwanie się sztućcami. Igi rączki wymagają rehabilitacji, masaży, aby pomóc Jej jak najbardziej je usprawnić. W przedszkolu ma tę okazję, bo nie ma dnia, aby dzieci nie malowały czy wyklejały. A o to dwie nowe prace Iguni: 




Mamy kryzys, jeśli chodzi o odpieluszkowanie. W domu jest super, Iga sama już siada na nocnik i załatwia swoje potrzeby ( tzn. siusiu). Gorzej jest w przedszkolu- tak, powróciliśmy do pieluszki, bo Iga tak się zablokowała, że potrafiła cały dzień nie sikać. W trosce o Jej zdrowie postanowiliśmy, że odpuścimy troszkę i poczekamy cierpliwie jak Iga dojrzeje do decyzji porzucenia pieluchy na dobre.
Zbliżający się nowy miesiąc październik to też powrót po wakacyjnej przerwie do naszych Pań z Poradni-Moniki i Kasi. Bowiem Igunia zaczyna zajęcia z integracji sensorycznej i pracę z logopedą. Dodatkowo widząc jak Iga chłonie wszystko jak gąbka, postanowiłam odnaleźć po Huberciku płyty z językiem angielskim  (metodą Helen Doron ) i codziennie włączam je Iguni. Mamy pierwsze sukcesy Iga zna już niektóre ze zwierzątek: pig- świnka, dog- pies, cat- kot, cow- krowa, rabbit- królik.

sobota, 20 września 2014

Ach, ten katar...

Podobno leczony czy też nie trwa 7 dni.... U nas niestety jest już 9 dzień. Pewnie z racji słabszej odporności Igi i dysplazji oskrzelowo- płucnej, na którą cierpi Igusia. Leczyliśmy się miodem, cytrynką, malinami, ale strasznie mozolnie to szło, dlatego od paru dni włączyliśmy inhalację z soli fizjologicznej. Do tej pory przez 4 latka mojej Córci to ja Ją inhalowałam, teraz Iga robi to zupełnie sama i bardzo to lubi... 




sobota, 13 września 2014

Przedszkolne postępy i infekcje...

Już dwa tygodnie za nami jak Igunia poszła do przedszkola. Początkowo był to dla mnie ogromny stres. Teraz widzę, że znów trafiłyśmy na fajne Panie, które są bardzo zaangażowane i Igunia Je uwielbia. Mi to wystarczy, jak dziecko przychodzi do domu radosne i buźka Jej się nie zamyka opowiadając jak spędziła czas, to dla mnie wystarczające świadectwo, że jest dobrze i przedszkole to była bardzo dobra decyzja. Dziecko szczęśliwe to i mama szczęśliwa. Iga wstaje jak żołnierz do przedszkola wcześnie rano i zaraz się szykuje.Wchodząc do sali zazwyczaj nie ma czasu dać mi buziaka na pożegnanie.  Ku mojemu zaskoczeniu słyszę od Pań , że Igunia coraz częściej bawi się z rówieśnikami, maluje farbami, kredkami...

Samodzielna praca Iguni w przedszkolu

Robimy postępy... A co najważniejsze Panie nie zakładają już Jej pieluszki w ciągu dnia , zresztą ja też tylko na noc... Z siusianiem jest różnie, czasem na nocniczku, czasem w majteczki. Ale coraz częściej sama siada na nocnik jak czuje potrzebę.
Przedszkole to też obok przyjemności nieuniknione infekcje... Niestety i nas dopadły. W nocy z czwartku na piątek zaczęło się od temperatury 37,5 i żadnych innych objawów... w piątek jak ręką odjąć temperatura znikła, ale za to pojawił się kaszel i katarek... Oby się nie rozwinęło... Iga jest po dwóch dawkach Ribomunylu, więc liczę że każde przeziębienie przejdzie w miarę łagodnie... We czwartek i piątek odpuściliśmy sobie przedszkole, żeby Igunię poobserwować... i że nie było żadnych objawów, pogoda piękna to poszłyśmy do parku zbierać kasztany...  


Stwierdziłam, że skoro temperatury już nie ma, to katarek nie jest przeciwwskazaniem, aby iść na krótki spacerek. Tym bardziej, że na świeżym powietrzu lepiej się oddycha.